Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

March 12 2017

live-to-ride
8133 713a 500
Reposted fromgdziejestola gdziejestola vianiskowo niskowo
live-to-ride
Bywam tylko przesadnie bezczelny, jak każdy nieśmiały człowiek
— Hłasko
Reposted frommirabelek mirabelek viamisiaczek95 misiaczek95

July 10 2015

live-to-ride
3738 281c
Reposted fromsquirrling squirrling vianiskowo niskowo

July 09 2015

live-to-ride
Penetrujące ręce wsunie pod sukienkę,
Bez lęku język wetknie, złe intencje ma jak nic.
On nie postąpi z tobą pięknie ani wdzięcznie,
Okropnie będzie ci wstyd.
— coma
Reposted fromblackismycolour blackismycolour viakatkad katkad

July 06 2015

To, co rodzice nazywają wychowaniem, nie przynosi żadnego efektu wychowawczego. Ich słowa wpadają dzieciom jednym uchem, a wypadają drugim. Wychowanie dzieci dokonuje się, jeśli można tak powiedzieć, między wierszami. Jak dzieci uczą się radzić sobie z konfliktami? No właśnie, obserwują, jak dorośli to robią. Nic nie pomogą napomnienia, że należy ze sobą rozmawiać grzecznie, skoro oni sami obrzucają się wyzwiskami. Dzieci nie robią tego, co im mówimy, one robią to, co my robimy.
— Jesper Juul
Reposted fromkonrad konrad vianiskowo niskowo

July 03 2015

live-to-ride
4863 5303 500
Reposted fromunadapted unadapted vianiskowo niskowo
live-to-ride
0316 7f5b 500
Reposted from-izkapyzka -izkapyzka viamisiaczek95 misiaczek95
live-to-ride
3228 2be7 500
Reposted fromczinok czinok viapostapocalypse postapocalypse
live-to-ride
Nieustające pasmo sukcesów - made my day...

July 01 2015

live-to-ride
Play fullscreen
level: insane

June 29 2015

live-to-ride

June 23 2015

live-to-ride
9200 7625 500

June 21 2015

live-to-ride
Tor 2015 vol. 2

Na wstępie ujawnię, że jęków żadnej maści nie będzie, ale od początku. Tydzień zaczął się bardzo specyficznie. Poniedziałkowa prasówka poinformowała o dwóch eventach, po pierwsze koleś na moście siekierkowskich jadąc na gs500 zahaczył o tira, który przejechał mu po obu nogach, a następnie na torze Jastrząb dodali niespodziewanie termin na najbliższą niedzielę. Można by rzec dzień jak co dzień w sezonie. Niemniej, wciąż pod wpływem adrenaliny z niedzielnego wypadu na tor Radom, smaruję sms’a z wiadomością do potencjalnych zainteresowanych….Z Błażejem sprawdzamy pogodę…absolutnie wszędzie, od onetu, przez interię, new.meteo po yo.nr…ma padać…ja pękłem już po południu, Błażej dopiero we wtorek…przecież nie będzie padać cały dzień! Lecimy!

Wyjazd na tor rozpoczął się już w sobotę wieczorem, po zaspokojeniu gawiedzi na wieczorze panieńskim :D udało mi się wstrzelić w okno bez deszczu i kolację spożywałem już w Radomiu. Poranna pobudka, szybka szama, ogarnięcie moto i już pędzę 25 km na tor pod Radomiem. Na miejscu byłem 9:25…niestety jazdy zaczęły się dopiero 11:05. O samym wydarzeniu powiem tak, to co jest ładnie napisanie w Internetach niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Jakaś tam organizacja niby jest, ale ogólnie trochę wyjebane. Za taką kasę mógłbym oczekiwać czegoś więcej. Inspekcja techniczna pojazdów polegała na sprawdzeniu naciągu łańcucha u dwóch osób, komentarz zbędny. Działa, czyli można jeździć. Spoko, brzmi legitnie. Już na odprawie wyczułem, że to na co głównie się nastawiałem na tym wypadzie może wyjść różnie. Obawy potwierdziło moje osobiste pytanie o odpowiednie ciśnienie w oponach. Generalnie hasła: wykwalifikowany instruktor, techniki doskonalenia jazdy itp. brzmiały kusząco. Na miejscu okazało się, że jest jak niemal wszędzie w tym kraju, to Wy jesteście tu dla mnie, a nie ja dla Was. Polska…Szanowny pan Instruktor, od początku prezentował postawę, „co to nie ja”, „nie byłeś na Poznaniu to nie wiesz co to jazda po torze (dziwko)” itp. OK, przebolałbym, gdyby nie fakt, że przy frekwencji ~15 na 45 dostępnych miejsc, niemalże o wszystko trzeba było się prosić, ale luz…Około 10:30 zaczęła się „odprawa”. Po zaznajomieniem ze znaczeniem kolorów poszczególnych flag, głównie był pojazd po torze w Radomiu, jaki to nie jest przystosowany, że nie ma licencji, że organizacja chujowa, że wpuszczają kogo popadnie, generalnie dramat. Za to w Jastrzębiu pełna kultura, regulamin, wymogi, obowiązek crash padów, pełnych kombi itp. bajka! Doba, w końcu, o 11:05 wyjeżdżamy na zapoznanie się z nitką toru, prowadzi Instruktor. Generalnie szału nie ma, tor dosyć lajtowy, mocno techniczny, w dwóch miejscach można zapiąć 3. Po dwóch sesjach, zwolniono nas ze smyczy w podziale na dwie grupy, każda po 15 minut. Pierwsze dwie sesje się zaznajamialiśmy, już coś powoli zaczynało wychodzić, kiedy to kolega na CBR600F stwierdził, że jednak wykurwi w najfajniejszym zakręcie (lewym oczywiście). W związku z kontuzją nogi oraz rozlaniem oleju (no bo po komu crash pady za 200 zł? (regulamin!)) została ogłoszona dłuższa przerwa zahaczająca o obiad, trwająca prawię 2 godziny. …Nie to, że miało lać po południu i każdy chciał wykorzystać dostępny czas na maksa, ale luuuz. W dygresji napomknę tylko, że brat kierowcy CBR cały dzień prezentował bardzo ciekawy styl jazdy, jeżdżąc, w motojeansach.

Na szczęście, padało wszędzie wokół, tylko nie na torze. Po przerwie techniczno/obiadowej wracamy na tor. Jest „tak o”…wyróżniają się trzy fajne miejsca: jeden fajny winkiel w lewo, zjazd z górki przy 130 połączony z wolną szykana i łagodny prawy łuk zakończony ciasnym nawrotem, który za każdym razem straszył glebą. Jeździmy. Chcąc wykorzystać ten dzień jak najlepiej, proszę Instruktora o pomoc w ogarnięciu zawieszenia w moim moto. Po komentarzu, że dziewczyny w wieku mojego motocykla można już legalnie r*chać, Instruktor łaskawie pomarudził, tu pokręcił, tam postukał i powiedział, że tak ma być i nie ruszać bo zepsuję! Tłumaczyć nie będzie co jest co bo czasu nie ma i jeszcze nie zrozumiem! Nie powiem, tył przestał być taką kanapą, ale jakiegoś kosmosu nie było. Próbuję dalej z drugim Instruktorem, żeby pojechał za mną i wytknął co źle robię. Koleś się w miarę postarał, coś tam doradził, kazał jechać potem za nim i patrzeć „co i jak”. Generalnie zjebał za schodzenie na kolano i kazała prostować moto na wyjściu z zakrętu, wcześniej jebiąc moje opony, że „te to nie trzymają”. Ogólnie event zakończył się na godzinę wcześniej niż według rozkładu w internecie. Instruktor życzył szczęśliwej drogi do domu i rozpoczął indywidualne treningi ze „wtajemniczoną” gawiedzią (wtf?!). Generalnie uczucia mam mocno mieszane, co widać powyżej. Z jednej strony coś tam pojeździł, ze dwie mądre rzeczy może wyhaczył, ale za te pieniądze spodziewałem się czegoś lepszego po „drugim” torze w Polsce…Nic to, po Radomiu, byłem na Poznań mega najarany, po Jastrzębiu…jestem zdeterminowany! Straty to niedziałający prędkościomierz oraz brak klocków na przodzie, trzeba będzie ogarnąć do Poznania, mam równo 3 tygodnie!

June 19 2015

live-to-ride
Wiesz co....pierdolisz, nie masz porównania i walisz smęty...aż smutno

June 15 2015

live-to-ride
Kontakt mamy rzadki, ale inaczej się nie da, jeśli Ty chciałeś kogoś kochać, a on Ciebie nie. 
— wyrwane z kontekstu
Reposted frommadeliine madeliine viapeudechance3 peudechance3

June 14 2015

live-to-ride
 No wiesz, generalnie to myślę o Tobie robiąc sobie dobrze....to źle?
live-to-ride

TOR 2015

Wyjazd na tor Poznań to takie moje małe marzenie. Jest to jedyny w miarę prawdziwy tor w Polsce, na którym można pojeździć „niemalże” jak w motoGP. Zaliczyć Poznań chciałem od jakichś dwóch lat, ale zawsze były jakieś wyimaginowane przeszkody, a to skill za mały, a to funduszy  brak, a to sprzęgło nie teges…no generalnie pozostawało marzeniem. Aż do czasu wprowadzenia w życie nowej definicji pojęcia CEL. Otóż Cel moi drodzy jest to marzenie z datą realizacji. Datę realizacji owego marzenia wyznaczył mój szanowny kolega Yaszczi. Otóż podczas jednej rozmowy telefonicznej na temat służbowo-prywatny, po słusznym wkurwie na czepialskiego projektanta, padło hasło „Poznań”. Y: „A może byś przyjechał w lipcu na speedday’a? Zapewniam nocleg, jakiś biforek, a w poniedziałek skoczylibyśmy na tor?” I tu pojawiła się ciekawa sytuacja, otóż nie miałem w głowie odpowiedzi na nie. Niby zawsze jakieś tam sprzęgło nie teges, no ale kurde, jak nie teraz to kiedy? K: „Dobra Yaszczur, przemyślę temat, ale generalnie jestem na tak!” Po tej rozmowie zaczęła się poważna rozkmina w mojej głowie dnia następnego na siłowni. Nie wiem czy to dziwny widok, jak koleś gada sam do siebie przerzucając ciężary, w sumie niewiele mnie to obchodzi. Nie mniej jednak, rozkmina wyglądała mniej więcej w ten sposób: jeżeli wezmę, przyczepkę, na wypadek gdybym wydzwonił i w ogóle, to kasa na paliwo, odjąć nocleg u Yaszczura i jeden dzień toru, przy dobrych wiatrach zamknie się poniżej 1 tys. złotych! Normalnie prawie darmo jak na Poznań…grzech nie skorzystać! Tak więc dnia następnego zaklepałem sobie urlop w pracy i postanowiłem przejść do kroku następnego.

Moto jest w miarę przygotowane…tzn. woła o gruby przegląd już od jakiegoś czasu, ale po co inwestować teraz tysiaka w serwis jak rozkurwię na Poznaniu i będzie szrot? Tak więc pozostaje kwestia nr 2, rozjeździć się trochę, żeby nie jeździć jak pizda na Poznaniu i nie wydać pieniędzy na marne. Plan zakładał wypad przynajmniej dwa razy na jakiś tor przed Poznaniem. Czasu było nie wiele, więc trzeba było działać. Najbliższy weekend zapowiadał się w miarę przyzwoicie, także szybka decyzja i w sobotę jadę do Radomia na urodziny Szwagra, z zamysłem torowania w niedzielę. Szwagier z bólem serca przyjął moją asertywność w kwestii alkoholu, ale reprezentowałem stanowczą postawę. Swoją drogą jestem z siebie dumny, że nie pękłem, no ale po alko są lęki na moto, a to jest ostatnie co jest potrzebne na torze. W końcu nastała niedziela. Budzik, prysznic, jakieś szybkie śniadanie i już wyciągam moto. Po drodze na kartodrom zahaczam CPN bo żyd woła. Korzystając z wcześniejszych doświadczeń, tankuję tylko 8 litrów, żeby nie było potem zganiania, że mi nie wychodzi bo moto ciężkie zatankowane pod korek itp. :P

Na tor zajeżdżam punkt 9, szybkie podpisanie papierków, że w razie zostania kaleką tor nie ponosi żadnej odpowiedzialności itp., myto, kontrola ciśnienia w oponach i już grzeję gumy na wyjazd! Pierwsza sesja, standardowo, czyli beznadziejnie. W głowie kotłują się myśli, gdzie Ci do Poznania buraku jak Radomia nie ogarniasz? Na szczęście już pod koniec pierwszego wyjazdu udało się musnąć lewym kolankiem, jupi! czyli nie zapomniałem! Dobrze, jest progress! W zeszłym roku zajęło mi pół dnia na Bydgoszczy zejście po raz pierwszy na kolanko! (Dla nie wtajemniczonych, kolanko oznacza kolejny level w hierarchii lanoswo-motocyklowej, a więc ładniejsze laski pod kolumną tudzież Mac’iem na świętokrzyskiej, ogólny podziw/hejt społeczeństwa motocyklowego, zwłaszcza gości na nowych sprzętach za 60k i gładziutkich sliderach Dainesa.) Sesja kolejna i jeszcze jedna, coś zaczyna wychodzić, ale tylko z lewej…i tu przytoczę mój największy jak do tej pory problem. Nie ogarniam prawych zakrętów… po prostu nie, mam lęki. Rzekomo amerykańscy naukowcy twierdzą, że ludzie praworęczni zawsze podświadomie chronią swoją prawą stronę, czyli w przypadku jakichkolwiek upadków, podświadomie wykurwiają na lewą stronę…i odwrotnie dla mańkutów. Z doświadczenia mogę potwierdzić tylko taki fakt, że absolutnie wszystkie gleby na moto/nartach miałem na lewą stronę, czyli może coś w tym jest… Kolejny problem jest taki, że sporo pipidówek w Polsce jest lewych. Weźmy na tapetę Radom: 7:3 czy Bydgoszcz: 8:4. Wyjątkiem jest Poznań, który ma 5:10…czyli trzeba ogarniać prawe…Jak na złość podczas mojego wypadu na Radom odwrócili kierunek raptem na 40 minut, już mi coś powoli zaczęło wychodzić i dupa…wniosek jest tylko taki, że musze wykręcić szpile, bo nie wiadomo czemu na prawo łapałem sety razem z kolanem (na lewych nie mam z tym problemów aktualnie). Ale nie uprzedzajmy faktów…

Łyknąłem paru leszczy, poziom samooceny wzrósł, w głowie myśli, że może jednak nie jeżdżę jak zupełna pizda, jest dobrze. Gdzieś w połowie trzeciej sesji dojeżdżam Gixa K1, kombi znajome, moto chyba też…po wyminięciu potwierdzam swoje przypuszczenia, Błażej  Swoją drogą ciekawa sprawa, to już drugi raz jak przypadkowo spotykam kogoś znajomego na torze w Radomiu i to znowu jest Błażej  Po zjechaniu z toru, siema, siema, co tam, jak tam? A miałem dzwonić bo myślałem , że będziesz. No, jestem  Fajnie, fajnie, nakurwiamy dalej. Z każdą kolejna sesją idzie coraz lepiej, ale tylko lewe…żebyśmy się źle nie zrozumieli, powtarzalność nie wychodzi, raz lepiej raz gorzej, na szczęście nowe oponki wybaczają, więc jestem zadowolony. Trafił się jeden uślizg, przodu, i to w sumie kontrolowany, także zajebiście. Po kilku sesjach wnioski nasuwają się następujące: kondycji brak, nogi cierpią, nie wiem jak miałbym ogarnąć 6 sesji na Poznaniu w taki stanie, remedium: ostro wziąć się za siebie! Sytuację łagodzi tylko fakt, że Błażej-triathlonista/Iron Man, cierpi tak samo :P W końcu jakaś gleba, koleś z Radomia, nomen omen z mojego liceum, rok młodszy, aprilla tuono bodajże, rozkurwił całkiem ładnie, życie…Po 11 zmiana kierunku, czyli to na co czekałem, bo oponka z tyłu przybrała już dziwny kształt…i wielkie rozczarowanie, zdążyłem zrobić zaledwie 24 km na prawą stronę, już coś zaczynało wychodzić i koniec…No kurwa? Ale trudno….wracamy na lewą…I tu już pojawiło się Zło…nagle okazało się, że wszystkie lewe biorę na kolanie, ergo, zaczęło się nakurwianie! Nakurwianie oznacza tylko tyle, że delikwent na pełnej adrenalinie jedzie byleby szybciej, gdzieś tam gubiąc „technikę”, byle niżej, byle szybciej! Generalnie Zło. Na ostatniej sesji czerpałem już prawdziwy fun, adrenalina była na odpowiednim poziomie. Na szczęście, jako doświadczony motocyklista (:p) wiedziałem, że na ostatniej sesji, wszyscy podjarani adrenaliną cisną na maksa i….odpuściłem…. Pożegnałem się z Błażejem mówiąc, że trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść i uderzyłem na obiadek do domu. Ledwo zdążyłem zdjąć ciuchy, Błażej pisze sms, że zaraz po moim odjeździe, jeden koleś tak wykurwił, że nie był w stanie się ogarnąć, karetka i te sprawy…reasumując poranną sesję, było tylko 5 gleb, w tym jedna karetka. Ni to źle, ni dobrze…

Podsumowując przygotowanie do Poznania, nie jest źle! Jeszcze jeden Radom/Jastrząb i myślę, że na Poznaniu nie będzie siary :p I tego się trzymajmy 

June 10 2015

live-to-ride
live-to-ride
2068 33b5
Reposted fromeroth eroth viagumas gumas
live-to-ride

Kochali się i nie chcieli
Nic sobie wyznać najprościej,
I spoglądając wrogo
Oboje ginęli z miłości.

Rozstali się i już tylko
W snach się wiedzieli czasami.
Byli od dawna umarli
I nie spostrzegli się sami.

— H. Heine
Reposted frompieprzycto pieprzycto vianiskowo niskowo
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl